29.
05.
2026.
Wydział
Aktorski
Aktorski
Cisza. Zwolnij. Trwa Teatr. Wybitny reżyser europejskiego teatru i Mistrz niekonwencjonalnych metod aktorskich spotkał się ze społecznością Szkoły Filmowej w Łodzi.
W pierwszych dniach swojego pobytu w Łodzi, Luk Perceval poprowadził warsztaty dla przedstawicieli roku II, III oraz IV Wydziału Aktorskiego – łącznie 12 studentów i studentek. Podczas warsztatów przedstawił swoje metody pracy twórczej.
Każdy dzień rozpoczynał się godzinną sesją jogi, którą prowadził sam Luk. Następnie proponował gry zespołowe, typu badminton czy rzucanie piłką, które – według reżysera – umożliwiają pełne skupienie i tym samym wyzwolenie energii. Dieta - bogata w surowe warzywa i owoce.
To nietypowe narzędzia w metodycznym zapleczu aktora – dlatego właśnie niekonwencjonalność rodzi prawdziwą energię. A połączenie "z sobą samym" to fundament pracy aktora – powoli, bez zbędnego pośpiechu; odrzucenie perfekcji, która nakazuje dążenie do celu. A to właśnie proces i eksploracja własnych możliwości są kluczowe.
Na spotkaniu ze społecznością Szkoły, które odbyło się 28 maja w Hali Filmowej, a poprowadziła Maja Wisła-Szopińska, opowiadał o początkach swojej pracy nauczycielskiej. Jednak bardzo szybko doprowadziła go ona do wypalenia zawodowego. To doświadczenie sprowokowało Luka do postawienia fundamentalnych pytań: jaki jest sens aktorstwa?
- Po wielu latach przypomniałem sobie zdanie mojego nauczyciela, który zawsze mówił: "Cóż, to tylko palcem po wodzie pisane. Nie musi być najważniejsze w życiu". To właśnie staram się przekazać, a powiedzenie to z czasem stało się dla mnie niezwykle ważne. (…) Prowadziłem zajęcia teatralne i to było ich credo. Myślę, że sztuka dzieje się tam, gdzie tworzymy duchową przestrzeń. W tym znaczeniu wyrażamy naszą niewiedzę i wątpliwości poprzez sztukę, niezależnie, czy w literaturze, teatrze czy innych artystycznych formach. Prawdę mówiąc, nie wiemy, czemu tu jesteśmy. I ta niewiedza może nas zaprowadzić do humoru, tragedii lub absurdu.
Luk podzielił się swoimi wspomnieniami z lat dzieciństwa, podczas których dorastał w biedzie. Graniczne przeżycia pozwoliły mu odkryć teatr, przestrzeń solidarności i uduchowienia.
- Kiedy miałem 16 lat, poszedłem do Teatru Narodowego w Antwerpii na sztukę "Śmierć komiwojażera", która dokładnie obrazowała moją sytuację z domu. Ojciec był bezrobotny i zły na wszystko. Głęboko mnie to poruszyło i wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, czym jest teatr. To miejsce, w którym możesz się zsolidaryzować ze swoim cierpieniem. (…) Przestrzeń, gdzie możesz być słaby i uzewnętrznić swoją stratę i wątpliwości.
Prowadząca dopytywała, jak obnażyć swoje wątpliwości na scenie, skąd czerpać – by następnie – nieposkromienie uwolnić drzemiącą w środku energię. Maja nawiązała do warsztatów poprowadzonych ze studentami Wydziału Aktorskiego.
- Dla mnie kluczowa jest poranna godzina. To nie jest kwestia techniki, to jest kwestia psychologicznej i emocjonalnej higieny. Uczysz się oddychać, uwalniać napięcie z ciała i akceptować stan, w jakim się dziś znajdujesz. Czasem przychodzisz na próby pełen prywatnych spraw, czujesz się napięty i zestresowany. Jeśli natychmiast rzucisz się w tekst i akcję, to tylko odgrywasz rolę, stajesz się rzemieślnikiem, nie artystą. Używasz starych, znanych ci sposobów, aby zamaskować to, co naprawdę czujesz. A w teatrze najcenniejsze jest to, co znajduje się "pod spodem" – prawda i kruchość.
To nieoczywiste porady, rzadko słyszane w kontekście artystycznym. Zalecenia? Ciągłe dążenie do kontaktu z sobą samym, stały proces, potrzebny nie tylko na scenie.
Co pozostanie w sercach studentów po spotkaniu z tak niekonwencjonalnym reżyserem?
- Najważniejsze to nawiązać kontakt z sobą, zanim nawiążesz kontakt z kimś innym. Ponieważ teatr to przede wszystkim relacja, spotkanie z drugim człowiekiem. Jeśli nie wiesz dokładnie, co się z tobą dzieje, w jaki sposób możesz nawiązać autentyczny kontakt z partnerem na scenie?
Dziękujemy za to niezwykłe spotkanie!
fot. Mikołaj Zacharow
red. i tłum. Małgorzata Lisiecka-Muniak
Każdy dzień rozpoczynał się godzinną sesją jogi, którą prowadził sam Luk. Następnie proponował gry zespołowe, typu badminton czy rzucanie piłką, które – według reżysera – umożliwiają pełne skupienie i tym samym wyzwolenie energii. Dieta - bogata w surowe warzywa i owoce.
To nietypowe narzędzia w metodycznym zapleczu aktora – dlatego właśnie niekonwencjonalność rodzi prawdziwą energię. A połączenie "z sobą samym" to fundament pracy aktora – powoli, bez zbędnego pośpiechu; odrzucenie perfekcji, która nakazuje dążenie do celu. A to właśnie proces i eksploracja własnych możliwości są kluczowe.
Na spotkaniu ze społecznością Szkoły, które odbyło się 28 maja w Hali Filmowej, a poprowadziła Maja Wisła-Szopińska, opowiadał o początkach swojej pracy nauczycielskiej. Jednak bardzo szybko doprowadziła go ona do wypalenia zawodowego. To doświadczenie sprowokowało Luka do postawienia fundamentalnych pytań: jaki jest sens aktorstwa?
- Po wielu latach przypomniałem sobie zdanie mojego nauczyciela, który zawsze mówił: "Cóż, to tylko palcem po wodzie pisane. Nie musi być najważniejsze w życiu". To właśnie staram się przekazać, a powiedzenie to z czasem stało się dla mnie niezwykle ważne. (…) Prowadziłem zajęcia teatralne i to było ich credo. Myślę, że sztuka dzieje się tam, gdzie tworzymy duchową przestrzeń. W tym znaczeniu wyrażamy naszą niewiedzę i wątpliwości poprzez sztukę, niezależnie, czy w literaturze, teatrze czy innych artystycznych formach. Prawdę mówiąc, nie wiemy, czemu tu jesteśmy. I ta niewiedza może nas zaprowadzić do humoru, tragedii lub absurdu.
Luk podzielił się swoimi wspomnieniami z lat dzieciństwa, podczas których dorastał w biedzie. Graniczne przeżycia pozwoliły mu odkryć teatr, przestrzeń solidarności i uduchowienia.
- Kiedy miałem 16 lat, poszedłem do Teatru Narodowego w Antwerpii na sztukę "Śmierć komiwojażera", która dokładnie obrazowała moją sytuację z domu. Ojciec był bezrobotny i zły na wszystko. Głęboko mnie to poruszyło i wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, czym jest teatr. To miejsce, w którym możesz się zsolidaryzować ze swoim cierpieniem. (…) Przestrzeń, gdzie możesz być słaby i uzewnętrznić swoją stratę i wątpliwości.
Prowadząca dopytywała, jak obnażyć swoje wątpliwości na scenie, skąd czerpać – by następnie – nieposkromienie uwolnić drzemiącą w środku energię. Maja nawiązała do warsztatów poprowadzonych ze studentami Wydziału Aktorskiego.
- Dla mnie kluczowa jest poranna godzina. To nie jest kwestia techniki, to jest kwestia psychologicznej i emocjonalnej higieny. Uczysz się oddychać, uwalniać napięcie z ciała i akceptować stan, w jakim się dziś znajdujesz. Czasem przychodzisz na próby pełen prywatnych spraw, czujesz się napięty i zestresowany. Jeśli natychmiast rzucisz się w tekst i akcję, to tylko odgrywasz rolę, stajesz się rzemieślnikiem, nie artystą. Używasz starych, znanych ci sposobów, aby zamaskować to, co naprawdę czujesz. A w teatrze najcenniejsze jest to, co znajduje się "pod spodem" – prawda i kruchość.
To nieoczywiste porady, rzadko słyszane w kontekście artystycznym. Zalecenia? Ciągłe dążenie do kontaktu z sobą samym, stały proces, potrzebny nie tylko na scenie.
Co pozostanie w sercach studentów po spotkaniu z tak niekonwencjonalnym reżyserem?
- Najważniejsze to nawiązać kontakt z sobą, zanim nawiążesz kontakt z kimś innym. Ponieważ teatr to przede wszystkim relacja, spotkanie z drugim człowiekiem. Jeśli nie wiesz dokładnie, co się z tobą dzieje, w jaki sposób możesz nawiązać autentyczny kontakt z partnerem na scenie?
Dziękujemy za to niezwykłe spotkanie!
fot. Mikołaj Zacharow
red. i tłum. Małgorzata Lisiecka-Muniak